Rate this post

Pierwsze tygodnie na rowerze były czystą przyjemnością. Świeże powietrze zamiast dusznej siłowni, tętno w drugiej strefie i krajobraz zmieniający się za każdym zakrętem. Po miesiącu zacząłeś wydłużać trasy i wtedy pojawił się ten sam schemat: pierwsze czterdzieści minut bez zarzutu, a potem mrowienie w palcach, sztywny kark i tępy ból u nasady pleców. Po zejściu z siodełka musisz się rozprostować jak po wielogodzinnej podróży autokarem. Odruch podpowiada, że to kwestia słabej kondycji i trzeba po prostu więcej jeździć, ale ten odruch prowadzi w złą stronę.

Trzy punkty kontaktu i ciężar, który musisz rozłożyć

Rower styka się z twoim ciałem tylko w trzech miejscach: siodło, kierownica, pedały. To, jak te punkty są rozmieszczone względem siebie, decyduje o rozkładzie obciążenia na stawy, ścięgna i nerwy. Rower kupiony w sklepie został złożony według średnich ustawień fabrycznych, które nie uwzględniają długości twoich ud, szerokości barków ani zakresu ruchu w odcinku lędźwiowym. Gdy po czterdziestu minutach zaczyna się drętwienie, oznacza to zwykle, że ciężar górnej części ciała spoczywa na nadgarstkach i uciska biegnące przez nie nerwy. To problem typowy dla złej pozycji na rowerze.

Każdy objaw wskazuje na inne miejsce w rowerze

Drętwienie dłoni i palców rzadko ma związek z siłą chwytu. Najczęściej wynika z nadmiernego wyciągnięcia do kierownicy, wymuszonego przez siodło pochylone w przód albo zbyt długi mostek. Ciało zsuwa się wtedy na przednią część siodła, a nadgarstki przejmują rolę podpórek. Ból z przodu kolana, tuż pod rzepką, zwykle mówi o siodle ustawionym za nisko, bo kolano pracuje wtedy w zbyt ostrym kącie, a nacisk na przednią część stawu rośnie z każdym obrotem korby. Ból z tyłu kolana, w okolicy dołu podkolanowego, to najczęściej siodło za wysokie i przeprost nogi w dolnym położeniu pedału.

Kolano uciekające na zewnątrz podczas nacisku na pedał to już kwestia ustawienia stopy i bloków w butach. Stopa skręcona na zewnątrz albo blok zamocowany bez korekty kąta prowadzi do rotacji w stawie kolanowym, która po kilkudziesięciu kilometrach daje o sobie znać bólem po wewnętrznej stronie. Ból w odcinku lędźwiowym często oznacza ramę o złym rozmiarze albo zbyt agresywną pozycję, w której miednica nie ma szans na stabilizację. Ból w górnej części biodra, z przodu, to efekt wymuszonego wyciągnięcia i zbyt dużego zakresu zginania w stawie biodrowym. Objawy nakładają się na siebie, a zmiana jednego parametru przesuwa obciążenie na inny staw, dlatego regulacja na oko rzadko przynosi ulgę na dłużej.

Trzy godziny z fitterem i lista rzeczy, które da się przestawić

Bike fitting to coś więcej niż wymiana mostka na krótszy i podniesienie siodła o centymetr. Fitter zaczyna od wywiadu o twojej historii treningowej, przebytych kontuzjach i celach, a potem ocenia mobilność bioder, kręgosłupa i stawów skokowych, bo zakres ruchu poza rowerem wyznacza granice tego, co da się zrobić na rowerze. Następnie mierzy i przestawia wysokość siodła, jego przesunięcie w przód lub tył oraz kąt nachylenia. Dopiero po ustabilizowaniu miednicy przechodzi do długości i kąta mostka, szerokości kierownicy, ustawienia klamkomanetek, bloków w butach i rozstawu stóp na pedałach. Kolejność ma znaczenie, bo każdy parametr wpływa na kilka stawów naraz. Pełna sesja trwa od trzech do pięciu godzin.

W Polsce ceny zależą od zakresu pomiarów. Podstawowa sesja trwająca około 45 minut kosztuje około 250 złotych, a pełna sesja z rejestracją ruchu, analizą kątów i protokołem zmian to wydatek rzędu 600-800 złotych. Późniejsza korekta ustawień, gdy po sezonie coś przestaje pasować, zamyka się w przedziale 50-100 złotych, a rozpiętość cen na całym rynku sięga od około 200 do 1500 złotych. Szczegółowo o tym, ile kosztuje bike fitting i w jakich przypadkach nie ma sensu, pisze serwis rowerowy.

Kiedy fitting nie pomoże i co zrobić najpierw

Są sytuacje, w których fitter rozłoży ręce. Pierwsza to rama o rozmiar za duża albo za mała, bo żadna regulacja nie skompensuje geometrii, która od początku nie pasuje do twojego wzrostu i proporcji. Druga to kontuzja zapalna: opuchnięte stawy, ból nieustępujący po odpoczynku, stan wymagający leczenia, a nie przestawiania siodła. Trzecia to zaniedbana mobilność bioder i kręgosłupa, przez którą nie da się osiągnąć stabilnej pozycji bez przeciążania innych struktur. Czwarta to zbyt szybki wzrost objętości jazdy, bo nawet idealnie ustawiony rower nie obroni cię przed przeciążeniem, gdy z godziny tygodniowo przeskakujesz na sześć.

Zanim umówisz się na fitting, możesz sprawdzić podstawy sam. Ustaw wysokość siodła tak, by przy pięcie opartej na pedale w dolnym położeniu noga była niemal prosta, bo to punkt wyjścia, od którego fitter zaczyna pomiary. Poluzuj chwyt kierownicy i nie ściskaj jej jak drążka w komunikacji miejskiej. Dołóż kilka minut dziennie na pracę nad mobilnością bioder, bo sztywny staw biodrowy wymusza ruch w odcinku lędźwiowym, którego kręgosłup nie lubi. Po korekcie wróć na tę samą trasę, na której zaczęło się mrowienie: te same czterdzieści minut, tylko bez drętwienia palców i bólu u nasady pleców.