Będąc w księgarni, moją uwagę zwróciła pewna książka, ale nie swoją zawartością, lecz okładką. Była wyjątkowo kolorowa oraz od razu przypominała letnie dni, ponieważ widniał na niej surfer z bujną czupryną i opalenizną brązową jak czekolada. Okazało się, że był to kurs windsurfingu, którego od dawna szukałem, więc ochoczo zabrałem się za lekturę. Niestety, ku mojemu zdziwieniu, praktycznie każda strona zawierała głównie obrazki i rysunki. Na próżno szukałem jakiegoś większego tekstu, chociażby krótkiego opisu. Zdjęcia co prawda ładne, jednak to nie było to, czego szukałem. Dochodząc do końca, trafiłem na jakąś płytę. Pierwsza myśl – muzyka. Dzięki uprzejmości ochroniarza sprawdziłem w komputerze, co zawiera dysk. Okazało się, że jest to pewnego rodzaju poradnik działający jako uzupełnienie całej książki. Zacząłem słuchać tego „audiobooka” i nie mogłem przestać. W związku z tym kupiłem cały kurs windsurfingu i dzięki temu mogłem się przygotować do wyjazdu nad morze w przyszłym roku. Chcesz dowiedzieć się, jak się czuje człowiek, który znalazł taki skarb? Zapraszam do pierwszej lepszej księgarni w mieście.